Smak i pasja od 30 lat

Bistro od 30 lat jest miejscem spotkań dolnobrzeskiej społeczności, o historii lokalu rozmawiałam z właścicielami – panią Jolantą Kryściak i panem Bogdanem Kryściak.

Bistro ma już 30 lat. Jak to się zaczęło?

Bogdan Kryściak: Z wykształcenia jestem gastronomem i otwarcie lokalu było moim marzeniem. Na początku lat 90. pracowałem w najlepszej dyskotece we Wrocławiu, nazywała się Sezam. Kiedy przeprowadziłem się do Brzegu Dolnego (moja żona stąd pochodzi), chciałem stworzyć coś na wzór tego lokalu. Myślę, że się udało.

Jolanta Kryściak: Ja w pracę w Bistro zaangażowałam się dopiero po 4-5 latach, ponieważ zajmowałam się wychowywaniem syna. Nie mam wykształcenia gastronomicznego, z zawodu jestem pielęgniarką, dlatego początki były trudne i ciężkie, zwłaszcza przestawienie się z pracy w szpitalu na pracę w gastronomii. Z wiekiem nabierałam doświadczenia i odwagi, uczestnicząc w szkoleniach kulinarnych, korzystając z przepisów w czasopismach, podpatrując Panie, które pracowały w kuchni.

B.K.:  Na początku był to lokal-club, w którym chcieliśmy zapewnić ludziom możliwość miłego spędzenia czasu i zabawy (bilard, dart, dyskoteka). W tym czasie serwowaliśmy jedzenie typu fast food. Dopiero później zaczęliśmy serwować dania domowo-restauracyjne i organizować przyjęcia okolicznościowe.

J.K.: Obecnie ja zarządzam kuchnią i nadzoruję w niej pracę, przygotowuję menu i doskonalę z zespołem techniki kulinarne. Mąż zajmuje się dokumentami, zamówieniami, dostarczaniem towaru i cateringiem.

Czy syn odziedziczył Państwa pasję?

B.K.: Syn mieszka od sześciu lat w Danii i pracuje jako kucharz w restauracji, wymieniamy się przepisami, które polecamy naszym Gościom.

Bistro jest kultowe, można powiedzieć, że istnieje we wspomnieniach dziadków oraz ich wnuków.

J.K.: Najprawdopodobniej jesteśmy nieprzerwanie najdłużej istniejącym lokalem w powiecie. Myślę, że Bistro „starzeje się” z nami. Kiedyś było bardziej rockowo-dyskotekowo, teraz jest domowo-restauracyjnie. Z biegiem lat zmieniamy się, wsłuchując w potrzeby naszych Gości.

Czy od samego początku można znaleźć lokal przy ulicy Tęczowej 29?

B.K.: Tak, jest to adaptacja pomieszczeń po byłej spółdzielni (tzw. Kabelki). Na początku jedna połowa lokalu była barem, a druga połowa była wypożyczalnią kaset wideo (pierwszą w Brzegu Dolnym) prowadzoną również przeze mnie.

Skąd pochodzi nazwa lokalu?

B.K.: Bistro to lokal, w którym można szybko i smacznie zjeść, a o to właśnie mi chodziło. Jak głosi historia, w 1815 roku, po klęsce Napoleona, Kozacy przebywający we Francji wchodzili do barów i krzyczeli „bystro, bystro” i to takie krótkie nawiązanie do powstania nazwy Bistro.

Po remoncie wnętrze jest bardzo klasyczne, przyjemne. Czy razem z nim zmieniło się również menu?

J.K.: Na przestrzeni lat menu w Bistro bardzo się zmieniło. Jak wspomniałam na początku, były to potrawy fast food, później kuchnia domowa, obecnie menu zmienia się codziennie, ponieważ każdego dnia nasze danie dnia, które cieszy się dużym powodzeniem, jest inne.

Staramy się podążać za trendami, dostosowując menu w zależności od pory roku, oferujemy dania wysokiej jakości w przystępnej cenie. Preferujemy kuchnię polską w nowej odsłonie. W wolne od imprez okolicznościowych weekendy staramy się przygotować menu tematyczne – kuchnia włoska, orientalna czy śródziemnomorska.

Czy istnieje potrawa, która jest w menu od 30 lat?

B.K.: Tak, są to pierogi, zawsze świeże, niemrożone, przygotowywane przez zespół wspaniałych Pań, między innymi moją teściową. Jest również knysza – niejednokrotnie chcieliśmy z niej zrezygnować, ale klienci nam nie pozwalają.

Proszę opowiedzieć coś o współpracy z Przemysławem Szwakiem – Gotowanie z Pasją.

B.K.: Nasza znajomość z Przemkiem rozpoczęła się od organizacji przyjęcia weselnego dla niego.

Przemek Szwak ukończył szkołę gastronomiczną w Poznaniu, przez wiele lat pracował w Anglii w renomowanych restauracjach. Po powrocie do Polski został szefem kuchni w Akademii Kuraszków. W wolnym czasie doradzał nam, przeprowadzał szkolenia kulinarne, wniósł „świeżość” w nasze Bistro. Od niedawna rozpoczął własną działalność, współpracując z Zamkiem Topacz, Pałacem w Krobielowicach i oczywiście z nami.

Organizując wydarzenia kulinarne, korzystamy z jego pomocy i doświadczenia. Wspólnie przygotowaliśmy między innymi Jesienne smaki w Bistro czyli kolację degustacyjną z muzyką na żywo. Wydarzenie cieszyło się dużym powodzeniem i stuprocentową frekwencją. Goście byli bardzo zadowoleni. Na pewno coś podobnego wydarzy się w najbliższym czasie w naszym lokalu, może jeszcze w karnawale.

J.K.: Chciałabym nadmienić, że od wielu lat szkolimy również młodych kucharzy. Przez 20 lat  wyszkoliliśmy ponad 50 adeptów sztuki kucharskiej. Oczywiście bez zgranego zespołu – Kasi, Marzenki, Jadzi, Reni, Sylwii, Gosi, Sandry, Angeliki, Przemka i wielu innych osób, które przez lata z nami współpracowały, nie byłoby Bistro. Wielkie dzięki za wieloletnią współpracę.

Coraz częściej spotyka się w restauracjach propozycje dań wegetariańskich, czy są takie opcje również w Bistro?

J.K.: Staramy się słuchać gości i spełniać ich oczekiwania. Jest duże zainteresowanie daniami fit, wegetariańskimi, a nawet wegańskimi, dlatego występują one w naszej karcie dań. Kreatywność w kuchni to podstawa!

Czy Bistro angażuje się w akcje charytatywne?

B.K.: W mniejszym lub większym stopniu staramy się brać udział w każdej akcji charytatywnej. Ostatnio aktywnie uczestniczyliśmy w akcjach niosących pomoc dla Mii i Kasi. Wspominam również pomoc niesioną ludziom pracującym podczas powodzi w 1997 roku, pomoc dla Elizy (córki naszej kelnerki), nie sposób wymienić wszystkiego. Z całego serca pomagamy.

Czy wspominają Państwo jakichś gości, którzy odwiedzają Bistro od jego początków?

B.K.: Jednym z najstarszych klientów jest pan Stanisław Tomalak, którego obraz zdobi nasz lokal, także grupa rowerowa Na Kole, która odwiedza nas od początku, organizując różnego rodzaju spotkania okolicznościowe czy słynne rajdy sylwestrowe.

Gościli u nas również Andrzej Seweryn, Zbigniew Zamachowski, Cezary Żak z rodziną, zespół De Mono, Lombard, Andrzej Szarmach, koszykarze ówczesnego ASPRO Wrocław i wielu, wielu innych.

Oczywiście nie chcielibyśmy pominąć mieszkańców Brzegu Dolnego, którzy codziennie nas odwiedzali, odwiedzają i mamy nadzieję, że nadal będą odwiedzać.

Czy na koniec zdradzą nam Państwo, jaki jest sekret waszej kuchni?

J.K.: Sekret? Myślę, że serce – to jest tajemniczy składnik naszej kuchni… pasja, zgrany zespół i  ludzie, dzięki którym nabieramy dużo odwagi.

Dziękuję za rozmowę.

AF

Polecamy